Mityczni millenialsi. Pracownicy grozy czy wzór do naśladowania?

Rekruterzy poznają ich po tym, że nie przychodzą na umówioną rozmowę. Że jak już przyjdą, to po chwili zaczną się nudzić. Że, gdy pytają ich o oczekiwane zarobki, to mdleją z wrażenia. A gdy będą chcieli podkreślić, że coś ich śmieszy, powiedzą Ci niezrozumiałe „xD”. Kochani milusiń… ekhm, millenialsi.

Dobra, może trochę przesadziłem. A już na pewno nie chcę, by przez powyższy wstęp ktoś uznał, że mam jakiś uraz do młodych osób. Nie mam żadnego. Zwłaszcza że według definicji, ja też się do nich zaliczam (millenialsi to osoby urodzone w latach 80-tych i 90-tych XX wieku). Choć zarówno ja, jak i inni trzydziestolatkowie przyznają mi rację, że jest różnica między nami, a osobami o dekadę młodszymi.

Tekst będzie zatem dotyczyć obecnych dwudziestolatków, bo to oni najbardziej reprezentują cechy przypisywane millenialsom. Mój znajomy, zarządzający zespołem w dużej firmie, wymyślił na nich nawet bardziej precyzyjne określenie: „typowe dziewięć cztery” (od rocznika 1994). Po prostu tak często jest zaskakiwany zachowaniem osób urodzonych w tym roku lub młodszych, że musiał znaleźć na to choćby specjalną frazę. Bo lekarstwa wciąż nie znalazł.

Kim ONI są?

Czy kiedykolwiek choćby zastanawiałeś się nad tym, że głupio byłoby po kilku miesiącach w pracy, która Ci się podoba, ot tak z niej zrezygnować? Albo nie robiąc nic spektakularnego, iść do szefa po podwyżkę? No właśnie. Różnica polega na tym, że millenialsi się nie zastanawiają. Co jeszcze ich wyróżnia? Sprawdźmy za Wikipedią:

  • Chcą pracować, ale nie całe życie.
  • Nie jest dla nich istotna stabilna praca na dłuższy czas, często uważani są za nielojalnych pracowników.
  • Sporą uwagę przywiązują do życia prywatnego, oczekując dużej swobody i elastycznego czasu pracy.
  • Przełożonych traktują jak równych sobie pracowników, ale z szerszymi kompetencjami.
  • Oczekują od pracodawcy wyznaczania celów i kontroli, prowadzenia „za rękę”.
  • Są świetnie przygotowani do pracy w realiach wolnego rynku i globalizacji.

No dobrze, jakieś pojęcie już mamy. Ale zastanówmy się teraz tak na serio. Co nas, nieco starszych, wkurza w rocznikach ’90 i młodszych?

To, że są asertywni? To, że do oporu wykorzystują sytuację tzw. „rynek pracownika”? A może to, że urodzili się w czasach dobrobytu, gdy ich rodzice doszli do jakichś majątków i chcieli dla swoich pociech jak najlepiej (A co? Twoi dla Ciebie nie chcieli?)!

Co z NIMI zrobić?

Zastanówmy się lepiej, jacy my byliśmy, gdy wchodziliśmy w dorosłość? Czy też nie oczekiwaliśmy od świata, że zaoferuje nam dużo więcej już na starcie? Czy zapomnieliśmy już o tym, jak myśleliśmy, że magicznie po studiach znajdziemy (ba! nawet dostaniemy) pracę z automatu i o nic nie trzeba się będzie starać?

Albo, że będziemy mieli takie umiejętności i mnóstwo wigoru, że wszystko będzie przychodziło z łatwością? Jak wiemy w ten mit uwierzyli wszyscy, a uczelnie tak ochoczo przyjmowały studentów, że mieliśmy w krótkim czasie niesłychany wręcz wysyp magistrów.

Lekarstwo jest jednak pod ręką. Jedyne działające i jedyne słuszne. To zmiana naszych przyzwyczajeń. Stety lub nie, taki jest bieg losu. Faktem jest, że niektórzy z nas ledwo się obejrzeli, a już musieli obudzić się w świecie nowych technologii, kulturze dostępu (nie, jak dawniej: kulturze posiadania) i ze smoczkiem podłączonym do sieci.

Na naszych oczach dokonuje się pewnego rodzaju rewolucja – cyfrowi tubylcy wypierają cyfrowych imigrantów z rynku. I to chyba wkurza tych drugich, trochę starszych. Z innym bagażem doświadczeń i nawyków z życia zawodowego.

Chcąc nie chcąc, pracodawcy będą musieli przyjąć warunki millenialsów. To oni za chwilę zdobędą odpowiednio dużo doświadczenia, że będą w stanie w dużej liczbie przejmować stanowiska kierownicze. Co to oznacza? Ano tyle, że będą stosować w pracy takie kryteria, którymi do tej pory się kierowali. Albo się zaadaptujemy do tego, co nas czeka, albo powinniśmy spróbować znaleźć na siebie inny pomysł.

To nie jest odległa perspektywa. To już się dzieje. Wielkie korporacje jak PwC mają nawet specjalnie przygotowany plan, by millenialsom żyło się lepiej. Bo to po prostu nieunikniona zmiana i to oni powoli „przejmują rządy”.

Na pocieszenie jednak pamiętajmy – po millenialsach przyjdzie następne pokolenie, którego i oni nie będą w stanie w całości ogarnąć. Gorzej, że my już nie ogarniemy na pewno 🙂

Źródło zdjęcia w okładce artykułu: http://pixabay.com

Jeden komentarz na temat “Mityczni millenialsi. Pracownicy grozy czy wzór do naśladowania?

  1. Trzeba zmienić postrzeganie milenialsów i nauczyć się z nimi żyć. Nie bądźmy jak nasi rodzice mówiący „kiedyś to były czasy teraz to nie ma czasów”.

    Poniżej krótki film instruktażowy jak postępować z milenialsami w środowisku pracy
    https://www.youtube.com/watch?v=Sz0o9clVQu8

    Tak, też trochę zaliczam się do tego grona tak jak autor więc proszę bez ciśnienia w moją stronę.

    Peace love & extazy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *